
W sumie żal kolesia, ale jakaś dziwna akcja. Obstawiam, że napadają go sąsiedzi. Kiedyś pewnie nie mieli na flaszkę, więc jak się kończyła to było tylko: “Stefan, hono, obrobimy Giancarlo, handluje non stop tymi szlugami, wieczór jest, na pewno coś ma w kasie.”
Po 25 latach to już są pewnie nawet emeryci. Siedzą se tacy na werandzie…
- Tyy, nooo… yyy… Jak ty się właściwie nazywasz?
- Stefan!! Nooo żesz kurrr, 50 lat się znamy.
- Patrz. Cholera no. Pamięć już nie ta w tym wieku. Psia para. W każdym razie nuda jak szlag. Choć dla rozrywki obrobimy tego pigularza za rogiem.
- Jakiego pigularza? Mówisz o Giancarlo? On nadal tytoniem handluje, galopujący sklerozie.
- Ahh. No tak. No tak. Dobra, nie ma co. Bierz laskę. Będziesz pchał mój wózek. Idziemy!
PS. Nie mam nic do Brudzińskiego, ale niezły koment pod tym wszystkim








