Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
września 27

Sporo osób pewnie słyszało, że Chyra wziął popełnił wywiad, w którym wypowiada się o swojej polskości. Wywiad był związany z filmem “Pomiędzy słowami”, który traktuje o zagadnieniu identyfikacji narodowej w okolicznościach, które tę identyfikację utrudniają. Na wszelki wypadek obejrzałem na onecie cały wywiad od początku do końca, żeby nie być jak większość polskich dziennikarzy i sprawdzając źródło ustalić czy aby po drodze nie doszło do jakiegoś zniekształcenia przekazu czy też może “wyrwania” z kontekstu, którym to później Chyra się zasłaniał. Link do wywiadu tutaj: http://film.onet.pl/pomiedzy-slowami-urszula-antoniak-jakub-gierszal-i-andrzej-chyra-o-filmie/b4kd09

Nie doszło, Chyra powiedział to co cytuje w całości albo kawałkach pół polskiego interenetu: ” Zwłaszcza dzisiaj, w tak definiowanej polskości jak proponują nam to różni… ja od jakiegoś czasu myślę, że jestem z Polski. Ja nawet nie mówię, że jestem Polakiem, bo mnie to w ogóle nie interesuje. To nie jest dla mnie takie definiowanie, czy nazywanie siebie… W takim zestawie bycia Polakiem ja się nie mieszczę… Zdecydowanie przez te paręnaście lat przyzwyczaiłem się do tego, że jestem Europejczykiem.” No i spoko, to gdzie on się tam mieści a gdzie nie i jak się z czym czuje to jego sprawa. Co prawda nie cierpię takiego bełkotu, z którego nie można wycedzić ani grama konkretu i ustalić na szybko kto mu co definiuje oraz jak narzuca, ale… niech będzie, że jest artystą i każda inną formę przekazu poza uwznioślonym pleceniem uważa za coś poniżej swego poziomu. Dlaczego nazywam to pleceniem? Anoo dlatego, że potem w natemat.pl (http://natemat.pl/218427,tu-nie-chodzi-tylko-o-uchodzcow-andrzej-chyra-tlumaczy-dlaczego-nie-przyznaje-sie-do-bycia-polakiem) już nasz artysta zabiera się za wyjaśnianie co też miał na myśli…

Zobaczmy więc co też nam wyjaśnił: “Sporo podróżuję, rozmawiam z ludźmi. Wymyśliłem na potrzebę rozmów z nimi, że jakąś formą wyrażenia mojej niezgody na to co się dzieje w Polsce będzie właśnie mówienie, że jestem z Polski zamiast przyznawanie się do bycia Polakiem. W obecnej sytuacji wolę być Europejczykiem, niż zaściankowym, zakompleksionym Polakiem.” No to w końcu woli/wolał by być czy też czuje się? Takie ma spojrzenie na to wszystko czy też “wymyślił to sobie na potrzebę rozmów” i jest to “forma wyrażania niezgody”? Przecież to są logicznie różne materie. Dalej: “Rzeczywiście nie czuję się dziś dumny z tego, że Polacy znów za granicą są postrzegani jako osoby pełne kompleksów, zaściankowe, które nie znają języków w związku z czym nie podróżują i nie znają świata. To sprawia, że zamykamy się w sobie, jesteśmy niechętni lub wręcz wrodzy wobec wszelkiej odmienności. To nie jest powód do dumy.” Sorry, że tak dużo cytatów, nooo ale bez nich się nie da, więc… Jeszcze dalej: “To zamknięcie w sobie zwolenników “dobrej zmiany” w dużym stopniu może wynikać z tego, że prezes Kaczyński nie zna języków i nie podróżuje po świecie. Wynikałoby z tego więc, że Chyra nie czuje się dumny z tego, że nie podróżujemy po świecie, bo nie znamy języków i nie czuje się dumny dlatego, że Polacy są jakoś tam gdzieś tam gdzie obraca się Chyra postrzegani. Postrzegani to nie to samo co “nie są”, “nie znają”, “nie podróżują”, “nie uczą się”. Jestem w stanie powiedzieć o tym co myśli Chyra tylko tyle ile on mi powie i to co mogę wywnioskować ze wszystkiego co powiedział wyżej to to, że Chyra nie czuje się dumny z faktu, że Polacy są jakoś gdzieś tam postrzegani i co więcej – na użytek tej sytuacji w której ten postrzegający – jak mniemam – go stawia wyrobił sobie odruch obronny w postaci nie przyznawania się do bycia Polakiem i mówienia, że “jest z Polski”. Ujmijmy to nieco abstrakcyjnie – ktoś mówi źle o czymś z czym jesteśmy tak czy owak związani, nie ważne czy przypadkowo czy nie. Co robi Chyra w takiej sytuacji? Nie przyznaje się, że jest z tym jakkolwiek związany tylko wspomina, że przechodził obok. Jak się nazywa taka postawa :) ? Moim zdaniem: “GIGANTYCZNE KOMPLEKSY”.

Dalej jest nawet lepiej: “To zamknięcie w sobie zwolenników “dobrej zmiany” w dużym stopniu może wynikać z tego, że prezes Kaczyński nie zna języków i nie podróżuje po świecie. “ Nom, taki Tusk, kiedy jeszcze był premierem, mówił biegle po angielsku na przykład i było zupełnie inaczej. Pamiętam jak zasiadł na siedzisku prezydenta Europy to udzielił takiego wywiadu, w którym na początku wygłaszał jakieś przemówienie po angielsku i… brzmiało ono akceptowalnie językowo, tak w dolnych progach akceptacji, ale… ok. Potem jednak przyszło do zadawania pytań. I się okazało, że ojeeej, ten angielski nadal do dupy. No ale wszyscy przecież zawsze patrzyli na Kaczyńskiego… Tutaj jednak pada już stwierdzenie kategoryczne, czyli Polacy nie znają języków i nie podróżują po świecie. Przez Kaczyńskiego rzecz jasna, ale to już mniejsza. No więc tak, skoro ktoś nie zna języków przez Kaczyńskiego to znaczy, że nie ma ochoty się sam ich uczyć i nie uczy swoich dzieci. Do tego taka postawa musiała się ujawniać w trakcie ostatnich lat, kiedy to Kaczyński miał w Polsce wpływ na cokolwiek. Ok, sięgnijmy sobie do statystyk Eurostatu: http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/File:Proportion_of_pupils_in_primary_education_learning_foreign_languages,_by_language,_2014_(%C2%B9)_(%25)_YB16-II.png Nie najnowsze, ale w miarę nowe, z ery Kaczyńskiego, no chyba że Chyra swoim światłym umysłem zaobserwował tendencję wsteczną w nauce języków od ostatnich wyborów. Nie można tego wykluczać, w końcu na podstawie tego co widzę w tym wywiadzie jest to zaiste wielki umysł. Przyjmijmy jednak, na miarę mojej ciemnej kiepeły, że niewiele się tu zmieniło i jeśli chodzi o uczenie dzieciaki języków jesteśmy w absolutnie ścisłym czubie UE przed Niemcami, Francją, Grecją, krajami Beneluksu, Czechami, Słowacją, Szwecją… właściwie prawie wszystkimi w UE. Czyżby coś nie tak było z danymi, na których opiera się Chyra? Ta teza wydaje się tak niebywała, że aż nie będę jej drugi raz wypowiadał przez następne 3 linijki. Nie podróżują po świecie. Nie chce mi się tego analizować. Na ogół ludzie mówią, że można nas spotkać wszędzie, ja na przykład 1-szych – nieznanych mi wcześniej Polaków na Filipinach spotkałem przy odbiorze bagażu, przylecieli tym samym lotem. Poza tym dalekie zagraniczne wojaże w fajne zakątki umożliwiają między innymi – o ile nie głównie – wyższe zarobki. Wiadomo, że każdy może sprzedać lodówkę i wyjechać do Ameryki Południowej jak Cejrowski, ale nie każdy ma tyle samozaparcia i odwagi oraz ludzie mają rodziny, zobowiązania, pracę… i tego też nie są w stanie zrobić. Nie wiem czy Chyra to gdzieś sprawdzał, pewnie nie, więc mu powiem – zarabiamy mniej niż kraje tak zwanej “starej Unii”.

W wywiadzie Chyra też odnosi się do słów swojego filmowego syna, który ukazuje swoje postrzeganie polskości i więzi z Polską przez pryzmat tego, że wychował się w Niemczech. Chyra mówi, że on takich doświadczeń nie ma, ponieważ poza krótkimi wyjazdami czy też jednym pobytem przez pół roku we Francji jest cały czas na miejscu, w Polsce. Zastanowiło mnie kiedy to też Chyra mógł być przez pół roku we Francji. Warto to ustalić seee myślę, w końcu to pewnie ten okres odcisnął na nim owo niesamowite piętno, które powoduje, że wodzi zapłakanym wzrokiem po facjatach jednojęzycznych i nierozwojażowanych współobywateli kiedy tylko wychodzi do sklepu po bułki. Lituje się wonczas nad ich losem i chlipie kiedy nikt nie widzi. Stawiam dolary przeciw orzeszkom, że – z pomocą google – znalazłem właściwą odpowiedż na to pytanie: http://m.se.pl/wiadomosci/gwiazdy/tylko-w-sepl-spowiedz-andrzeja-chyry-uciekl-do-par_133020.html Tak więc nasz myśliciel był tam dłużej w marcu 2010 roku. Czyżby więc swój nastrój nie bycia dumnym z tego powodu, że Polacy nie są jakoś tam przez kogoś postrzegani wyniósł on z tamtego okresu? Tak ważny pogląd można sobie wyrobić tylko po długotrwałym kontakcie z jakimś środowiskiem i tylko głupiec wyrobi go sobie po krótkich parodniowych czy tygodniowych wyjazdach. A przecież Chyra – nooo to Chyra, głowa nie od parady, przecież nie wyrobił by sobie zdania na podstawie jakichś fragmentarycznych, incydentalnych, pozornych bzdur. Prawda? No jasne, na pewno to więc wtedy. Ale wtedy rządziło PO a nie Kaczyński?!?!? Hmm.

Ponieważ już się rozpędziłem i wysłuchałem w tle na onecie wywiad do końca to usłyszałem też co do powiedzenia na temat Polski i Polaków mają reżyserka oraz przeprowadzająca wywiad dziennikarka. Było tam o tym jak to bycie Polakiem i Europejczykiem się “przynajmniej kiedyś nie wykluczało” – nie wiem co robili na geografii, no ale już mniejsza o to. O tym jak to ktoś komuś narzuca jakiś format bycia Polakiem itp., aby wreszcie, dziennikarka peeedzioła do reżyserki: “ale ty wczoraj dałaś najpiękniejszą definicję Polski… Jeśli pozwolisz… Powiedziałaś, że Polska to jest kraj, gdzie wszystko jest fikcją, wszystko jest na niby, religia, Kościół, ["Nikt nie jest poważny" - wtręt reżyserki]. Podatki, które wiesz jakie w Holandii zapłacisz choćby nie wiem co, mężczyźni są fikcyjni, to już takie nasze tam kobiece, [obupólne hehehe]… spostrzeżenia, rodzina jest fikcyjna… [tu zapanowuje nagle powszechna wesołość w studiu, pełnia szczęścia na twarzach wobec totalnej katorgi i ostatecznego umęczenia wypisanych na nich jeszcze parę sekund wcześnej]… te wszystkie instytucje do których jesteśmy umownie, “”, no, Kościół, przywiązani… tyle jest filmów teraz o rytuałach religijnych, że to wszystko jest jedną fikcją, a jednak tu żyjemy… jakoś i może nawet czasami naprawdę”. Potem kontynuuje reżyserka, mówi, że jak zagląda do tej Polski to tak się przygląda, pomieszkuje i zaczyna krytykować Polaków za cechy, które sama też ma i to było dla niej ciekawe odkrycie, które to są cechy aby ZARAZ W NASTĘPNYM ZDANIU powiedzieć, że ona: “odmawia czegoś takiego, przyznania, że narodowości mają pewne cechy przywiązane do narodowości, ja nie wierzę w coś takiego, ale…” LOOOOL, ona nawet nie jest w stanie sama się zdecydować co właściwie chce powiedzieć. Pewnie by mogła powiedzieć zwyczajnie to co myśli, czyli, że tu “gówno a tam Wspaniale”, ale to by źle brzmiało, więc podpiera to tym, że sama też taka jest a na koniec usprawiedliwia nawet pogląd, że to nieprawda, że całe narodowości mają jakieś cechy mimo, że wcześniej wprost mówi, że Polacy akurat mają. Jak takie coś nazwać? Niech każdy nazwie sam. Pasuje tu internetowy mem: “Św. Tomasz z Akwinu widzi jak robisz k… z logiki”.

Generalnie ten wywiad poza fragmentami odnoszącymi się mniej więcej ściśle do filmu to kompletny bełkot nawiedzonych. Wygląda na to, że nienawidzą swojego kraju, ale są w publicznej telewizji, więc nie wypada im za bardzo wprost tego mówić, są absolutnie ściśle zdeklarowani politycznie, ale nie chcą tego tematu wprost rozwijać bo znowu – publiczna telewizja, w zasadzie TVN, ale jakby spalili kukłę Kaczyńskiego to by trzeba studio wietrzyć, więc nooo, nie opłaca się. Do napisania tego artykułu skłoniło mnie nie to, że mam coś do Chyry (no ok, po przeczytaniu tych bredni już tak, ale nie on tu jest najważniejszy) tylko to, że te wywiady i te opinie dobrze ukazują postawę ogromnej części polskiego świata artystycznego, którego przedstawiciele nienawidzą własnych rodaków, od których to czują się lepsi i chcą ich wiecznie czegoś uczyć, uświadamiać, unowocześniać podczas gdy sami żyją w jakimś wyimaginowanym świecie i stanie wiecznego zalęknienia o niewiadomoco w sytuacji kiedy akurat karuzela dziejów nie do końca zmierza w wybranym przez nich kierunku.

Całkiem możliwe, że film będący pierwotnym tematem rozmowy jest niezły, ale na pewno go nie obejrzę bo mam w zwyczaju omijać płody ludzi, którzy robią na mnie tak mierne intelektualne czy moralne wrażenie. Z całą pewnością zaś wrzucam Chyrę do ledwo domykającej się już szuflady “kompletnych kretynów” wprawdzie nie na samo dno jak Żentarę, ale to tylko dlatego, że ten drugi definiuje swoją osobą skalę i być może powinien być wyjęty wręcz z tej kategorii z uwagi na – nie widzę innego wytłumaczenia – zupełną korbę. Poza wszystkim zaś – te wiadro pomyj jakie wylali na Polskę w wywiadzie oni nazywają PIĘKNĄ DEFINICJĄ. Takie inwektywy są dla nich piękne. Tak, Polska ma wiele problemów, tak jest tu bałagan niesamowity i wielowymiarowy, ale z całą pewnością nie wyjdziemy z tego przy pomocy opisanych wyżej elit, którym łby wypełniają trociny. Nie przepadałem za Mickiewiczem, być może dlatego, że musiałem od dechy do dechy “Pana Tadeusza” w podstawówce czytać i się z nim potem na lekcjach mocować. W onym czasie w głowie mi było mielenie wszelkiej prozy i uważałem poezję za przerost formy nad treścią. Dzisiaj – jako poetę – go doceniam, a że pasuje mi tu jego recepta na to co dalej robić bardziej niż brednie Chyry oraz innych współbredzących podczas wywiadu to: “Naród nasz jak lawa / z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa / Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi / Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”.

lipca 18

Jestem za zniesieniem zakazu posiadania broni, policję i wymiar sprawiedliowści w ogólności uważam za pierdołowate w swych działaniach, jest dużo powodów aby ich krytykować, ale… Krytykować to trzeba z sensem. W związku ze strzelaniną w Gorzowie Wielkopolskim, o której pewnie każdy słyszał posypały się na policję gromy ze strony jakichś tam “ekspertów” (na przykład tutaj: “http://www.tvp.info/16040477/ekspert-o-interwencji-policji-stanela-jak-kowboj-na-dzikim-zachodzie” – głównie do tej opinii się odnoszę, albo tutaj: “http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news-pod-twoja-obrona,nId,1470929″

Moje uwagi:
- kolo zawraca głowę, że strzały w asfalt – policja w dalszym ciągu ma obowiązek oddawania tych kretyńskich strzałów ostrzegawczych “w bezpiecznym kierunku” i nie jest napisane, że w powietrze, ma być bezpieczny kierunek, w asfalt, hmm, no w powietrze może bezpieczniejszy (bo budynki wokół, ale po odbiciu od asfaltu kula chyba az tak daleko nie zrykoszetuje), więc strzał gdzieś z boku tego debila raczej te znamiona bezpiecznego kierunku spełnia i… nie chce mi się sprawdzać, ale obstawiam, że takie są wytyczne, bo logiczne jest, że strzały ostrzegawcze w powietrze to można oddawać jak się kogoś goni i jest on plecami do nas, ale jak się trzyma go na muszce to podnoszenie broni w powietrze i tracenie “gardy” wydaje się być czystym debilizmem
- kolo się czepia, że babka stała tam jak szeryf i odskakiwała czy coś – stanie w rozkroku i trzymanie broni oburącz to zdaje się albo najlepsza albo co najmniej jedna z doradzanych najlepszych pozycji strzeleckich zwłaszcza dla kobiet a odskakiwanie jak kolo tam chodził w tą i nazad – no trudno żeby do kolesia z toporem, tasakiem i nożem podchodziła na pół metra
- bo w międzyczasie wypełniali procedurę (“na ziemię”, “odrzuć to”), czyli przekonanie grzmota żeby odrzucił broń i się poddał, potem strzały ostrzegawcze, trwa to chwilę? ano trwa, ale widziałem filmiki z USA, gdzie to trwało nawet sporo dłużej, a tam mają takie rzeczy obcmykane przeca
- pretensje, że jak rzucił tasakiem i zaczął spierdalać to zaczęli do niego strzelać, no a co mieli do diabła robić? z tego co wiem to on tam miał topór, tłuczek (który może nazwany jest toporem w materiale), tasak i nóż, którymi demolował samochody, no ok, tasak odrzucił, ale skoro miał ze sobą taki arsenał (oddala się chyba nadal z nożem w ręku) to za 30 metrów mógł pociągnąć czymś jakiegoś przechodnia po gardle na przykład bo wyglądał na kompletnego idiotę
- dostał w nogi celne strzały praktycznie parę metrów po tym jak zaczął bieg – no trudno o bardziej humanitarne i szybkie unieszkodliwienie kolesia
- następna rzecz do której koleś się przywalał było to, że tam jest jakieś bieganie do radiowozu i nie interesowanie się kolesiem – bzdura – babka (być może to powinien był być koleś, ale – równouprawnienie, heh) podchodzi do kola i ogląda czy jeszcze tam czegoś nie kombinuje – no sorry, ale kolega “wirujące tasaki” jest wysoce podejrzany o to, że skitrał w nogawce finkę i tylko czeka aż się ktoś nad jego raną pochyli, a kolo idzie do wozu i pochyla się przy czymś na desce rozdzielczej z prawej strony kierownicy – prawie na stówę prosi o wezwanie natychmiast pogotowia, babka z bronią w pogotowiu obchodzi kola ze wszystkich stron i dokładnie ogląda, te bieganie i wzywanie czegoś trwa do końca filmu raptem kilkadziesiąt sekund, dwa podejścia do radiowozu, więc nie przesadzajmy.
- koleś coś mąci, że tam było dużo samochodów na ulicy i gliniarze mogli się schronić za którymś z nich, “i funkcjonariusze zupełnie nie wykorzystywali miejsca, w którym się znaleźli. Były tam inne samochody, pojazdy, za którymi można było się skryć i w jakiś sposób próbować opanować tę sytuację. Tych zasłon, z których można było tam skorzystać było kilka, natomiast ta policjantka stanęła jak kowboj na Dzikim Zachodzie: twarzą w twarz z tym człowiekiem i próbowała strzelać do niego.” Jakie inne samochody – był policyjny, po co jeszcze jakieś inne, po drugie jakie się schować i opanować – co on w ogóle pierdoli? może niechby się jeszcze do kamienicy schowali i stamtąd opanowywali. No – słowem – dawno takiego steku głupot nie słyszałem.

Moja konkluzja? Ano – tak jak zwykle uważam, że Ziemkiewicz super celnie komentuje różne wydarzenia tak teraz:



wydaje mi się, że gada głupoty. To była imho bliska wzorcowej akcja policji i ja tam co najmniej tą babkę bym odznaczył :) Poza tym – opisane przez RAZa obłoczki na ścianie pojawiają się dopiero w momencie kiedy kolo ucieka już (dokładnie na pełnym ekranie obejrzałem całe video patrząc tylko na ścianę). Kiedy się strzela do ruchomego celu to nie każdy jest “Brudnym Harrym” czy innym Zebem McCainem. Ekspert do spraw terroryzmu też pieprzy głupoty. Jak są takie wyroki jak ten: “http://www.tvn24.pl/poznan,43/ostrzelali-samochod-zginal-19-latek-drugi-zostal-inwalida-policjanci-uslyszeli-wyrok,447827.html”> (może i tam była amatorka, nie wiem), to policjant robi wszystko jak w książce żeby tylko go nie wsadzili.

marca 26
Szczyt lenistwa
icon1 maro | icon2 Humor, Wszystkie | icon4 03 26th, 2014| icon32 Comments »

Takie tam, znalezione w necie. Pewnie urban legend (czyli bullshit), ale i tak niezłe :) szczególnie, że nieźle napisane. Oook. historyjka.

I niezłe komenty :)

Pewnie by się i lepsze prawdziwe przykłady szczytu lenistwa znalazły i do tego nawet rzeczywiste, ale…

marca 13
Samokrytyka :)
icon1 maro | icon2 Humor, Sport, Wszystkie | icon4 03 13th, 2014| icon31 Comment »

Dla zuuupełnie niefutbolowych… Tweety w trakcie wczorajszego meczu w Lidze Mistrzów – Barcelona kontra Manchester City. Gary Lineker – była gwiazda angielskiego futbolu, władował nam więcej bramek niż niektóre reprezentacje. Jeśli ktoś nie wie kto to Messi to tłumaczenie tego to już byłby overkill (jak i sama niewiedza). Dla nietwitterowych – to twitter, nowsze tweety są wyżej, więc czytamy od dołu.

 

lutego 3

No więc, jak wynika z komunikatów w różnistych wiadomościach na przestrzeni ostatnich kilkunastu dni z więzienia za parę dni ma wyjść parokrotny morderca Trynkiewicz i w związku z tym mamy największy problem w tym roku. To że tam gdzieś się odbywają spotkania dotyczące unii bankowej w ramach UE, do której mamy zamiar wstąpić i zdaniem ekspertów to pewnie nie jest najszczęśliwszy pomysł to psa z kulawą nogą nie obchodzi bo to niby co tam takie rzeczy skoro TRYNKIEWICZ!!!

Niespecjalnie interesowałem się historią tego bandziora, ale no jakieś minimum wiem – skazany na czterokrotną karę śmierci, przyznał się, nie żałował, zbadany w trakcie procesu przez biegłego psychiatrę, która orzekła, że nie jest on chory. Reszta to już wiadomo – zniesioną karę śmierci zamieniono mu na 25 lat i… jest problem, bo za parę dni powinien wyjść na wolność. No i co? No i moim zdaniem najprościej w świecie trzeba go wypuścić i tyle. W TV pierdzielą, że no tak, ale można go osadzić w ośrodku dla groźnych przestępców chorych psychicznie. No ale on nie jest chory psychicznie? Jest jakaś tam możliwość, że przez okres odsiadki  mu odwaliło, ale pewnie tak nie jest. I co teraz? Prawo trzeba stosować – kara się skończyła. Wypuszczamy.

Czy to dobrze, że Trynkiewicz wyjdzie na wolność jeśli tam jacyś politycy nie przychachmęcą czegoś w kwestii jego domniemanej choroby psychicznej kierując go na przykład na niekończące się badania? Nie, to niedobrze, ale winni temu wszystkiemu są właśnie politycy, którzy wbrew woli ludzi znieśli karę śmierci. Większość ludzi jest ZA karą śmierci i dlatego trzeba ją przywrócić. Ktoś pewnie zaraz powie, no ale moment, mamy co prawda demokrację, ale nie może być tak, że w ramach tej demokracji zabijamy kogoś tylko dlatego, że chce tego większość, bo to absurd logiczny, jak również należy wziąć pod uwagę, że [bla-bla]… To nie jest żaden absurd logiczny – ludzie powinni decydować w ramach jakiego zestawu reguł funkcjonują – to się nazywa prawo. Czyli – nie można kraść – złodziej nie może i ja nie mogę, jak ja ukradnę to mnie wpakują do pudła, ale przecież ja nie łamię prawa, więc mnie nie wpakują za to wpakują złodzieja i dzięki temu moja własność będzie przed nim chroniona to jest albo będzie w pudle albo będzie mu to co najmniej groziło – dokładnie tak od wieków świetnie funkcjonuje prawo i tak powinno funkcjonować w zdrowym państwie. Noooo, ale wpakowanie kogoś do pudła to jedno a zabicie kogoś to zupełnie co innego. Oczywiście, że tak, ale po co się zabija takich zwyroli? Tradycyjnie zamulatorzy powiedzą, że z zemsty a zemsta to przecież coś tak niskiego i obrzydliwego, ale to będzie tylko część prawdy. Karę śmierci stosuje się z tego względu, że życie ludzkie jest czymś bardzo dla społeczności cennym i ktoś kto kogoś go pozbawia powinien się liczyć z adekwatną do tego czynu odpowiedzią a kara więzienia nie jest do tego adekwatna. W niektórych przypadkach kiedy to przestępcy dostają za zabójstwo 8 lat to jest jak splunięcie już nieżywej ich ofierze w twarz – po prostu – on ją zamordował a my po śmierci spluwamy jej takim wyrokiem w twarz. Dopuszczamy do tego, że w stosunku do czyjegoś życia odnosi się bez szacunku raz przestępca a dwa ludzie po jego śmierci. Poza tym zaś jest też kwestia najważniejsza – czasami jest absolutnie jasne, że taki zwyrol nigdy nie powinien chodzić po ziemi, czyli jak Trynkiewicz nie żałuje, że zabił i nie jest chory psychicznie. Kara śmierci była absolutnie oczywista i dlatego na nią go skazano. Po latach kretyni ją znieśli.

Nie mówię, że karę śmierci powinno się stosować wobec każdego zabójcy i we wszystkich wypadkach. Ale po pierwsze powinny to być minimum wyroki bardzo znaczące (a nie jakieś 8 lat czasami wymierzane wobec zatwardziałych bandziorów) a po drugie w oczywistych przypadkach powinno się ją wymierzać i tyle. Jak zwykle podnoszą się głosy, że no ale jest możliwość, że kogoś niewinnego się skaże. Proces człowieka, nad którym wisi kara śmierci należy do najbardziej czasochłonnych i kosztochłonnych procesów i jest tam czas żeby wszystko akuratnie dowieść tak żeby nie było wątpliwości. Jeśli jednak istotnie kogoś niewinnego się skaże? No cóż. Na tej zasadzie można w ogóle odstąpić od wymierzania sprawiedliwości – zawsze jest niepewność, że jednak ktoś jest niewinny, więc może rozwiążmy sądy. Poza tym zaś – skazania niewinnych to rzecz rzadka.

Jeden mój znajomy ględził kiedyś, że procesy skazanych na karę śmierci od licha kosztują, w Stanach chyba 1,8 miliona dolarów jeden czy nawet więcej i w związku z tym lepiej kolesia osadzić w więzieniu na dożywocie. Nie chce mi się szukać danych, ale prawdopodobnie pilnowanie skazanego na karę śmierci oraz całe jego utrzymanie kosztuje więcej niż dobra pensja, załóżmy, że 5 tys dolarów miesięcznie, to daje 60 tys. dolarów rocznie, 1,8mln dolarów przez 30 lat a i to przy założeniu, że pilnowanie takiego kola kosztuje tylko tyle, bo obstawiam, że więcej. Przede wszystkim jednak – powinno nas interesować wymierzenie sprawiedliwości a nie to ile to kosztuje.

Tak więc – przywrócić karę śmierci, to chyba jasne.

 

 

stycznia 23
Zimno??
icon1 maro | icon2 Humor, Przemyślenia, Wszystkie | icon4 01 23rd, 2014| icon31 Comment »

Właściwie to chyba nie ma nic złego w tym, że jest jednak trochę zimnawo, bo inaczej tego co się brało rozchlapywało pod butami w wodno-błotnych kałuzach nie możnaby nazwać zimą. Ja tam temperatury kiedy jest chłodniej stopniuję w następujący sposób: [uwaga, teraz będzie o modzie... to jest ja będę pisał o modzie, no dlatego właśnie UWAGA ... nie, to nie będzie moda co ładne a co nieładne, bo - prawo Mara, zasada numer 1 - ładne jest wtedy jak się temu co nosi to ładne podoba... no chyba, że niektórzy naprawdę kurrrr**** przesadzają ze swoim brakiem wyczucia czegokolwiek do tego stopnia, że nawet ja to widzę... że w modzie nie musi chodzić o to co ładne a co nieładne? no może, ale ja koło takiej mody pozwalam sobie przechodzić szybkim krokiem z nosem zatkanym palcami... że coś - apropos mody - co mi się nie wydaje ładne komuś się może wydawać ładne? no nie wykluczam tego, ale co mnie to wtedy obchodzi?] …eeeee, tak więc, co to ja, aa, …następujący sposób:

  • poniżej 15 stopni – można spokojnie chodzić w kubraku bezrękawniku i bluzie, na upartego przy temperaturach bliższych 15-stu można nie zakładać bluzy… ale no powiedzmy jednak chociaż t-shirt
  • poniżej 10 stopni – nadal można założyć kubrak chyba, koniecznie już z opcją bluzową o ile niełaskawe niebiosa nie karają nas akurat opadami jakiegoś siąpiącego za kołnierz badziewia
  • poniżej 5 stopni – teoretycznie nadal można założyć kubrak z bluzą, ale to już wtedy staje się powoli opcja dla ludzi z odpowiednim nastawieniem mentalnym o czym dalej… Właściwie przy takich temperaturach wypada narzucić na kark jakąś kurtałę no i tutaj pojawia się element, który mnie wnerwia właściwie każdej zimy. Moooże to wynika z tego, że nie jestem zaopatrzon w jakieś odzienie oddychające, sapiące, wentylujące, sepleniące, hydro-stop, vibran (?!?@%$^&#?) czy jak sobie podobne badziewie producenci nazwali, ale… Kurtka zimowa nie nadaje się na temperatury powyżej zera i zwłaszcza jak się człowiek w niej weźmie przelezie kawałek to jest w niej za gorąco.
  • poniżej zera – w końcu kurta zimowa zaczyna się powoli do czegokolwiek przydawać, ale powoli, czyli nadal t-shirt pod to a szalika można użyć a można go tylko zarzucić na szyję gdyż ponieważ szalik zarzucon na szyję w pewnym zakresie chroni nas od zamarzania karku a to znacznie podnosi ten tego, hmm, komfort cieplny organizmu
  • poniżej minus 5-ciu stopni – można rozważyć założenie czegoś na ten podkurtowy t-shirt i przewiązać szalik
  • poniżej minus 10-ciu stopni – w zasadzie przydałoby się założyć coś na t-shirt, przewiązać szal i można założyć ruukawice

Jeśli nadal jest zimno albo jeśli nie do końca jestem docieplony według powyższego schematu to zawsze pozostaje jeszcze opcja mentalnego dogrzewania ciała. Działa to nie tylko w zimę, ale świetnie sprawdza się nawet w cieplejszych okresach roku kiedy to wyjdziecie sobie na przykład prawda z chałupy w t-shircie na parę godzin i zaskoczy was za ileśtam chwil później niebo zasnute chmurami gonionymi przez skowyczący zimnem wiatr. W takich wypadkach staje człowiek twarzą do lodowatych podmuchów, stroszy mimowolnie brwi i mówi sobie w myślach, że… w zasadzie chłód to stan umysłu, po anglińsku lepiej nawet brzmi, “cold is a state of mind”… po czym patrzy z lodowatym spokojem na wszystkich ciepło poubieranych dookoła, wypina dumnie pierś i udaje, że właśnie czerpie pełnymi garściami z możliwości naświetlenia otiszertowanego ciała obfitą kąpielą promieni UV. Wszystko to rzecz jasna robi przechadzając się niedbałym krokiem po jakimś przystanku czy innym miejscu, w którym przyszło mu się znaleźć i sprawia wrażenie kogoś, komu może i mogłoby być cieplej, ale… no w zasadzie PO CO??

Taaak. A poważniej pisząc to… Nie pogniewałbym się jakby na parę dni przyszły prawdziwe 30-stopniowe mrozy. Mrozy na dłuższą metę są ciężkie do wytrzymania, ale niezimna zima to nieporozumienie i jest bez nich zupełnie nieczarodziejska a przecież tylko czarodziejska może być prawdziwie piękna.

 

stycznia 8

:) No może nie aż… Kiedyś jak się zastanawiałem nad tym czy by nie zalożyć bloga i nie zamieszczać na nim jakichś bzdetów to jednym z pomysłów na to co by to za bzdety miały być były… ranty. Co to ranty? Ano jak mówi muuundra wikipedia: “Rant(s) or The Rant(s) may refer to: Monologue, a lengthy discourse by a single performer, especially if irritated or upset; Rant (novel), novel by Chuck Palahniuk …” Słowem takie: “co mnie wkurza, co mi się nie podoba i o czym mam ochotę właśnie pogadać”. Gatunek rzeczonego ranta poznałem na blogu jakiejś laski gdzieś chyba ze Stanów. Zapomniałem już jaką miała ksywę. Jakbym się uparł to bym sobie przypomniał, ale nie wiem czy jej blog już nie zniknął w odmętach internetaa, chooociaż mówią, że jeśli coś się raz pojawi w tym cybernetycznym matrixie to nie zniknie nigdy. Z tego powodu chwalę Boga, że większość moich zdjęć z młodszych lat nie została nigdy zdigitalizowana i przez to nie mogą być tematem internetowych memów. W każdym razie laska bosko i z dużą dawką humoru zasuwała o różnych rzeczach, które ją irytują co mi się rzecz jasna bardzo podobało. Ooook, aleeee… Pora… Kurr… Na rant!. Anooo… Lookłem se oto takiego filmika przed chwilą.

http://kobieta.onet.pl/zycie-gwiazd/o-tym-jest-glosno/katarzyna-zielinska-ucze-innych-zeby-sie-cieszyli-z-tego-ze-ktos-jest-piekny/v7sfp

“Katarzyna Zielińska surowo ocenia polską mentalność”. W zasadzie to ją lubię mimo tego, że nie za bardzo wiem czym się zajmuje. Na pewno widziałem ją w “Tańcu z Rozgwiazdami” i jakimś jeszcze innym programie w telewizji. Jest chyba aktorką, ale znam ją głównie stąd, że jest jej do oporu na onecie, wp i podobnych. Jeśli w czymś grała albo gra to nie wiem w czym, ale tak mam z większością polskich aktorów – nic nowego. Słowem – nic do niej nie mam plus przyjemnie na niej oko zawiesić, bo zawsze wygląda świeżo, ładnie i kobieco. Aleeee… Wyyyypowiedziała się.

Taka jest polskość, że dużo ludzi się boi tego, bo… Co powiedzą ludzie… Jak inni ocenią… I to jest takie trochę marne. I kompletnie tego nie akceptuję. Po prostu uczę się, uczę innych tego żeby się cieszyli właśnie, że ktoś takie rzeczy potrafi robić, że ktoś jest piękny, że trzeba się z tego cieszyć, a nie, nie podkładać nogi, od razu szukać w czymś…” Polskość? Na pewno? Nie jestem światowcem, ale czy aby takie mechanizmy nie są jednak powszechne na świecie. Nie jest tak, że ludziom zależy na opinii innych i w związku z tym robią pewne rzeczy w taki a nie inny sposób? To jest taka ezopowa mowa, która nie wiadomo dokładnie co oznacza. Każdy może tutaj sobie dobudować co tam chce i w ten oto sposób Pani Kasia wyrośnie nam po paru zdaniach na jakiegoś filozofa. Ale co tam. Dobuduję i ja. Irytuje mnie ciągła czołobitność wobec UE, Rosji i państw zachodu generalnie. Takie “bartoszewskie” “Polska jest jak stara panna”. Te ciągłe zachwycanie i przejmowanie się tym, że tu i tam coś tam o nas gdzieś w jakiejś gazecinie na zachodzie napisali, za mało napisali, dużo napisali, prawie nie napisali albo przejmowanie się, że coś tam złego napisali. Każdego dnia tresuje się Polaków w tym jak to ważna jest czyjaś tam opinia na zachodzie a potem wyjeżdża się z tekstami jak to zwracamy uwagę na opinię innych. Wychodzi ci prawda przed szereg ten zastrachany o byle jeden wyraz w jakiejś tam niemieckiej gazecie przedstawiciel establishmentu i wyrzuca Polakom, że oni zwracają uwagę na opinię innych. A dzień później bełkocze, że no tak, przegłosowaliśmy pakiet X, ale to Unia kazała, ale takie są standardy unijne, ale, ale, ale. Nooo, ale on nie zwraca uwagi na opinię innych. W 1939 czekaliśmy co powiedzą Francja i Anglia i jak się raz do czegoś to co oni powiedzą miało nam do czegoś przydać to się wzięło kompletnie nie przydało. Noo, ale powiedzieli, krótko i stanowczo. Po czym zamilkli, bo ten, do którego te słowa były skierowane miał to kompletnie w d. Na tej samej zasadzie również my powinniśmy się zastanowić jaką realną wartość mają jakieś gazetowe zagraniczne bzdety zanim zaczniemy się tym w ogóle minimalnie przejmować. Temat na dłuższe pisanie, więc żeby nie przedłużać wracam do tematu.

Dalsza część wywiadziku. “Wiadomo, że się zły news dobrze klika. I po to to robimy. My potrafimy wbijać szpilka takimi właśnie… yy, negatywnymi komentarzami, tak łatwo jest wcisnąć enter i w jakąś niepochlebną opinię na czyjś temat… Polacy to uwielbiają. Natomiast jakby tak w ich życie wchodzić z butami, w tych co piszą to wszystko, którzy wchodzą tam z tymi aparatami do życia to by sami byli źli na tę sytuację i już nie byłoby im tak fajnie.” Co ona w ogóle bredzi? Czy ona przegląda internet i zna w miarę biegle na przykład angielski? Przeglądała wpisy na różnych forach, grupach usenetowych, stronach z filmikami, żartami, obrazkami i czym tam jeszcze czy tylko popłakuje jak się jej ktoś po polsku wrednie wpisze gdzieś tam u niej na stronie albo na onecie pod artykułem o niej? Wszędzie pełno jest kompletnego śmiecia, flejmu, wyzwisk i trollingu. Tego pełen jest cały internet nie tylko polski. Głupota jest z całą pewnością kosmopolityczna a brak manier i pospolite chamstwo występuje prawie wszędzie w necie z jednakowym natężeniem. Czy ona sobie w ogóle zdaje sprawę, że autorami sporej części tych durnowatych wpisów są z dużym prawdopodobieństwem 11-12-letnie jeszcze chyba nawet nie pryszczate szczyle, które tylko tam mogą sobie pokrzyczeć nie dostając po łbie i których opinia powinna ją mniej obchodzić niż zeszłoroczny śnieg? Jak to jej przejęcie tym, że ktoś – kogo ona przecież w ogóle nie zna, na oczy nie widziała i pewnie nie pozna – coś tam o niej gdzieś nabazgrał ma się do jej słów sprzed ledwie paręnastu sekund, że “dużo ludzi się boi tego, bo… Co powiedzą ludzie… Jak inni ocenią… I to jest takie trochę marne”. Jeszcze przed chwilą marne a tu raptem wielkie przejęcie słowami jakichś kretynów. Zajebiście.

Dalej pisze o wchodzeniu z butami w rewanżu w życie tych, którzy to piszą i robią zdjęcia czyli zakładam w temacie zdjęć chodzi o paparazzi, może czasami pospolitych przechodniów. Słowo paparazzi to mi na polskie specjalnie nie wygląda, więc w Polsce ono pewnie nie powstało. Poza tym jednak – to jest szołbiznes – tak to działa. Może i fajnie by było to zmienić i może fajnie byłoby gdyby działało inaczej ale nie wiem czy wtedy Pani Katarzynie taka zmiana by się na pewno podobała. Schemat opisałbym mniej więcej tak i chyba jakoś tak było w tym jej przypadku.

  • krok1: Pani Kasia gdzieś tam sobie gra w jakowymś teatrze załóżmy i większość ludzi ma to co ona tworzy naprawdę gdzieś. Nie wnikam w to czy jest dobrą aktorką czy nie. Chodzi o to, że ludzie teatr oglądają co prawda kilka razy do roku, ale przy okazji sceny z filmu “Miś”.
  • krok2: Pani Kasia dostaje angaż do jakiegoś tam serialu. gra tam jakąś postać, która się ludziom podoba, zyskuje popularność, w międzyczasie chudnie czy jak to tam się mówi we telewizorni “wylaszcza się” i
  • krok3 Pani Kasia występuje w Tańcu bez prawie żadnej Gwiazdy, ludzie chcą ją oglądać i o niej czytać, zyskuje jeszcze większą popularność, zostaje ambasadorką marki Gatta (tak sprawdzałem, myślałem, że ambasadoruje czemuś od kosmetyków), ma swoje piętnaście minut, sypią się kontrakty reklamowe, powodzi jej się lepiej, ale zaczynają za nią łazić paparazzi, bo – już raz to napisałęm – ludzie chcą o niej czytać, paparazzi łażą, walą foty, pudle piszą bzdety i jest lepiej i lepiej i lepiej, ale… moment… z butami w życie

Co można z tym zrobić? Pewnie wycofać się jakiś krok albo i ze dwa w tył, czyli w jakiś sposób spowodować aby ludzie aż tak się nią nie interesowali. Co wtedy jednak? Ano – ludzie się nie będą już tak interesowali, portale nie będą pisać, telewizje i gazety nie będą przeprowadzały z nią wywiadów takich jak ten wyżej i… reklamodawcy stracą nią zainteresowanie a reżyser serialu, w którym występowała dojdzie do wniosku, że przydałoby się aby – tym razem nie na własne życzenie – jej bohaterka wjechała z pełną pompą w kartonowe pudła. Czy to by cieszyło Panią Kasię? I reaaaaaallly don’t fooookin think so. Wydaje mi się, że na zachodzie ichnie gwiazdy już to zrozumiały – paręnaście lat bólu, a potem spokojna i bogata emerytura. Nie da się tego elegancko załatwić, bo większość ich zarobków nie wynika często z tego jak wspaniale grają w filmach, serialach itp., tylko z tego, że są rozpoznawalni dzięki tysiącom klików przepompowanych przez www i setkom wyświetleń króciutkich idiotycznych informacji gazetowych i telewizyjnych jak to wyprowadzali psa. Tylko nasze “gwiazdy” – tradycyjnie – najlepiej jakby tak i wielka popularność, i kasa, i brak nachalnego zainteresowania mediów – podejrzewam, że jakby to tak odbić im dokładnie tym jednym zdaniem to by nawet powiedzieli: “taaak, tak bym chciał!”. Ano niektórzy tak mają. Ale do tego trzeba być Gajosem. Potraficie? Aaaa, no to nieeeestety. Przed wami jeszcze parę lat do tej holyłódzkiej emerytury.

Właściwie to nie chciałoby mi się tego wszystkiego pisać gdyby nie to, że przypadek Pani Kasii nie jest odosobniony. Co i rusz pojawia mi się w mediach jakiś Polakoznawca i ględzi jacy to jesteśmy wyjątkowo obrzydliwi. Dlaczego w takim razie tu jeszcze siedzisz stary, dlaczego grasz dla tych obrzydliwych ludzi w tych serialach dla nich, po co udzielasz wywiadów całą rodziną do gazet, które czytają ci obrzydliwi ludzie? Jednym słowem – WTF? Trochę konsekwencji stary – skoro tu są takie nieprzebrane masy ludzi, którzy cię nienawidzą to jedź gdzieś gdzie cię kochają. Z twojego opisu wynika, że jak już wypłyniesz poza te wody nienawiści to będzie pięknie. Powodzenia.

Z moich obserwacji wynika, że owszem, politycy są obrzydliwi, ględzą bez sensu, plotą bzdury, wyzywają się, dziennikarze są w jakiejś tam części pospolicie głupi albo kompletnie nierzetelni. Trochę różnych figur publicznych należy do tej samej kasty co politycy, więc – no comments. Poza tym zaś, ja wiem. Poza tym ludzie usiłują po prostu żyć w tym kraju. I tyle.

grudnia 9

Łoook. NextGen Gallery próbka pierwsza. Zasadniczo NextGena nie ściągałem dla takich bzdetów, ale do tego też się przyda. Galerie testowe różniste.

 

Galeria test2
grudnia 6
Write Or
icon1 maro | icon2 Humor, Wszystkie | icon4 12 6th, 2013| icon31 Comment »

 

W zasadzie sprytne :) Lepsze to niż jeden cymbał, który kiedyś ze mną chodził do podstawówki i na każdej klasówce przez długi czas (chyba ponad pół roku) robił od razu na samym początku dwa błędy ortograficzne. Nic niezwykłego nie? Akurat :) On robił je w swoim imieniu pisząc Gżegoż :) Mówiłem mu, że jak napisze Gżesiek to będzie mniejsza lipa, ale miał to gdzieś, pozostał dumnym choć durnym Gżegożem. Kiedy opowiadałem tą krótką historyjke kiedyś w gronie dobrych znajomych to zdawało mi się, że jest ona Mount Everestem klasówkowej głupoty aż do momentu kiedy minutę potem mój kumpel przebił ją pikowym pokerem. Jakiś kolo podobno kiedyś tak zwalał wszystko słowo w słowo na klasówce od kolegi z ławki, że w tym kopiarskim szale przepisał nawet jego imię i nazwisko…

grudnia 5

Rozdawanie ulotek. Jak jeszcze kiedyś jeździłem z Moko do centrum metrem to zaraz po wyjściu rzucało się do mnie tylu ulotkowiczów, że musiałem papier ładować na taczkę i wysypywać w niedalekim marmurowym śmietniku. Ponieważ dokładnie tak samo robiło sporo innych osób poza mną a śmietnik mieścił niecałą taczkę makulatury to co jakiś czas była wzywana koparka żeby udrożnić przejście do pobliskiego pasażu oraz pogotowie reanimujące przysypanych drukiem kommutersów.

Kiedyś, na studiach, ze znajomymi rozdawałem ulotki przez jakieś dwie godziny chyba. O ile robota rozdających ulotek wydaje się być frustrująca o tyle nasz przypadek był już hardkorem. Zostaliśmy skierowani na odcinek frontu przy jakiejś szkole na Ursynowie. Zdobycie przyczółka nie wydawało się trudne, zasadziliśmy się z plecorami pełnymi amunicji na dziedzińcu tejże szkoły i spokojnie oczekiwaliśmy ataku nieprzyjaciela rozglądając się leniwie wokół. Nasz dobry humor uspokajała miażdżąca przewaga liczebna wynikajaca z siły wyrośniętych chłopoooków trzyosobowego oddziału plus wspierającego nas (wtedy jeszcze grał po naszej stronie) z dyżurki ciecia w stosunku do zerowych – póki co – sił wroga. Po chwili pojawił się przeciwnik… Gówniażeria rzeczonej podstawówki, która zjawiła się na rozpoczęcie roku szkolnego. Przystąpiliśmy do ataku z pełnym zaangażowaniem, hartem ducha i zdecydowaniem wręczając ulotkę reklamującą szkołę angielskiego każdemu dzieciakowi przemykającemu koło nas w odległości do 5-ciu metrów oraz popieląc wzrokiem wszystkich opornych nie wiedzących czy wziąć czy nie. Nie interesowały nas argumenty zrozpaczonych matek, że taaa akurat szkoła ma już swoją własną szkołę angielskiego, wszyscy maja zajęcia zaklepane, nie potrzebują innej. Tu jest wojna, moje panie, tu ludzie giną, rozkaz to rozkaz!

Wydawało się, że wobec takiej liczby trafień zwyciężamy dopóki spryciule z podstawówy nie zaczęli masowo tej naszej makulatury wypieprzać pod nogi. Jeśli ktoś kiedyś potrzebował jakiegoś dowodu na odruchy stadne to tam mógł go opisać i obfotografować w czystej postaci – najpierw, prawda, prowodyr rzuca papier a za parę sekund na grunt leci cała Biblioteka Narodowa. Po chwili prawie wszystkie rozdane przez nas ulotki utworzyły wieeelki kolorowy dywan na bodaj nawet i kilkusetmetrowym dziedzińcu szkoły. Przerażony tym cieć wyleciał ze swojej kanciapy jak oparzony trzymając jedną ręką gacie a drugą dopinając szelki i zaczął się drzeć, że mamy to sprzątać!! Natychmiast, kkkkk….., pi, pi, pi pi pi, piiii. Ponieważ sprzątać nie mieliśmy zamiaru, bo my tam kurde w robocie byliśmy, sprzątanie nie należało do naszych zadań (szczególnie, że – precyzyjnie rzecz biorąc – to nie my śmieciliśmy, tylko dzieciaki z jego szkoły, po których on albo jakiś inny woźny ma sprzątać), więc jako takie musiałoby się wiązać z zaniedbaniem innych obowiązków służbowych czyli rozdawania ulotek too… go olaliśmy. Właściwie nie do końca. Poszliśmy na kompromis: “On sprząta a my wyniesiemy się za bramę szkoły.” Jako wielokrotnie odznaczany i honorowy odział bojowy, rzecz jasna, jak rzekliśmy tak zrobiliśmy. Stanęliśmy przed bramą i rozdawaliśmy tam ulotki a cieć zaczął sprzątać. Pech chciał, nie dało się tego przewidzieć przecież, że wszyscy, którzy przechodzili przez bramę kierowali się do szkoły i wchodzili na teren zwany przez wybitnych naukowców-noblistów zabramowym, albo – z rosyjska – zaabraamnym, który… był dziedzińcem szkoły, na którym – po poprzedniej fazie bitwy – sprzątał cieć. Dalszego związku przyczynowo-skutkowego nie ujawniłoby na szybko najwymyślniejsze symulacyjne oprogramowanie komputerowe uruchomione na całej sieci superkomputerów. Nastąpiło coś tak niebywałego, że do dzisiaj nie jestem w stanie sobie tego wytłumaczyć nawet wtedy kiedy obejrzę występy polityków w telewizji i odsłucham ich popisów nieprawdopodobnie pokrętnie debilnej retoryki uzasadniającej wszystko co jest im akurat do uzasadnienia potrzebne… Wszystkie ulotki zostały przez gówniażerię POWTÓRNIE WYPIERDOLONE na dziedziniec przysypując biednego, sprzątającego jeszcze poprzednią ich falę, ciecia. Wygrzebaliśmy go, otrzepaliśmy, zapewniliśmy, że jutro już nie przyjdziemy i zakończyliśmy zadanie odbierając po południu całkiem przyzwoitą jak na dwie godziny frontowego zaangażowania kasiorę oraz Virtuti Militari. Kolejny sukces.

« Previous Entries